Wydrukuj tę stronę

Brazylia – Ks. Lima Cordeiro, salezjanin: “Nie przestałem być autochtonem, ponieważ przeszedłem salezjańską formację”

16 maj 2019

(ANS – Manaus– Ks. Reginaldo Lima Cordeiro jest salezjaninem od 2002 roku, a kapłanem od 2010 roku. Jest Brazylijczykiem, pełni obecnie funkcję wikariusza ks. inspektora i delegata ds. duszpasterstwa młodzieży oraz delegata ds. misji brazylijskiej inspektorii z siedzibą w Manaus, a oprócz tego jest autochtonem. Należy do grupy etnicznej Arapaso, która zamieszkuje brzegi rzeki Uaupés i jej dorzecza w Amazonii. W czasie gdy cały Kościół przygotowuje się do Synodu Biskupów dla regionu Panamazońskiego, który przewidziany jest w październiku tego roku, ks. Lima Cordeiro dzieli się osobistymi spostrzeżeniami dotyczącymi środowiska tubulczego i wychowania katalickiego.

Jak zrodziło się powołanie kapłańskie?

Moja historia ściśle łączy się z ewangelizacją salezjanów na obszarze Górnego Rio Negro. W czasie ewangelizacji przechodzili przez te ziemie różni misjonarze, ale salezjanie, którzy przybyli tam w 1915 roku, wyruszyli stamtąd na różne obszary; starali się zbliżyć do siebie członków licznych grup etnicznych, którzy mieszkali nad rzeką Uaupés, stale zajmując się ewangelizacją i edukacją.

Moi rodzice byli uczniami salezjańskiej szkoły i moje powołanie zrodziło w kontekście historii moich rodziców. Potem pojawiło się pragnienie zostania księdzem, co wiązało się z zaproszeniem, jakie skierowali salezjanie, którzy zaproponowali doświadczenie salezjańskiego życia. Przystałem na nie, a skończyło się tym, że dotąd jestem salezjaninem.

Jak wyglądał ten proces integracji, przejścia od autochtona do kapłana? Czy było to łatwe?

Nie za bardzo. W mojej rodzinie było siedmioro dzieci, ja jestem najmłodszym, a zgodnie z tradycją ludu Arapasos, jeśli ostatnie dziecko jest płci męskiej, ma za zadanie zaopiekować się rodzicami. Powinienem się ożenić, wydać na świat wnuki i zatroszczyć się o nie.

Jako że moi rodzice znali życie w salezjańskich bursach, powiedzieli mi, że ten mój wybór nie będzie trwał długo, jako że w domach zakonnych wszystko jest regulowane odpowiednim programem i nie będę w stanie tego wytrzymać. W czasie siedmiu lat mojej formacji, aż do złożenia ślubów wieczystych, moja rodzina myślała, że zrezygnuję. Przeżywałem trudności w relacji z rodzicami, ale w czasie formacji salezjanie otworzyli przede mną inną perpsektywę.

Jak wyglądała ta droga autochtona i kapłana? Czy coś się zmieniło w przeżywaniu tradycji tubylczej?

Bycie autochtonem dotyczy twojego życia, twojej kultury, twoich korzeni... Nie możesz tego pozostawić. Przeciwnie, to wszystko musi się ze sobą zintegrować, i ja przeszedłem ten proces integracji... Ten musiał być przeprowadzony bardzo dobrze, na drodze dialogu, z dobrym towarzyszeniem... Moi formatorzy umieli wykonać wielką robotę... Nie przestałem być autochtonem, ponieważ przeszedłem formację salezjańską, przeciwnie, czuję się bardziej przygotowany i wyposażony w większą tożsamość. Myślę, że Ewangelia jest tym właśnie, spotkaniem kultur, które przemienia człowieka i sprawia, że ten przeżywa życie w inny sposób. 

Artykuły powiązane

Ta witryna używa plików cookies także osób trzecich w celu zwiększenia pozytywnego doświadczenia użytkownika (user experience) i w celach statystycznych. Przewijając stronę lub klikając na któryś z jej elementów, wyrażasz zgodę na korzystanie z plików cookies. Chcąc uzyskać więcej informacji w tym względzie lub odmówić zgody, kliknij polecenie „Więcej informacji”.